"Co robisz w
sobotę?" - czyli Inauguracja Sezonu Motocyklowego 2012 w Stoczku
Łukowskim
Raczej nie jestem daleki prawdy twierdząc, że zawarte w tytule
pytanie, podczas wszelkich koleżeńskich "relacji
interpersonalnych" zadawane jest dość często.
W tygodniu poprzedzającym sobotę 28 kwietnia 2012r. współczułem
wszystkim, którzy na omawiane zapytanie odpowiedzieli "na
grillu", "na dyskotece", "u znajomych", "na wycieczce" a już
najbardziej szkoda mi tych, którzy powiedzieli "w domu". W tym
tygodniu jedyna właściwa odpowiedź winna brzmieć: "jestem w
Stoczku na Inauguracji Sezonu Motocyklowego 2012".
Śmiem podejrzewać, że każdy, kto zrealizował plany związane z
pojawieniem się w Stoczku 28 kwietnia był usatysfakcjonowany,
gdyż było na prawdę "grubo"... ale po kolei:
Po tygodniach ustaleń na walnych zebraniach, przygotowań
indywidualnych i grupowych, nadszedł wiekopomny dzień - plan
zorganizowania pierwszego w Stoczku oficjalnego zlotu
rozpoczynającego sezon motocyklowy miał się ziścić. Do samego
końca nie podejrzewałem iż pierwszym problemem, z którym dane mi
się będzie zmierzyć tego dnia będzie jakże mało męski dylemat -
jak się ubrać? Wszak za oknem 27 stopni w cieniu, co skłania ku
założeniu jeansów, t-shirtu i kamizelki z logo Towarzystwa na
wierzch, z drugiej strony, jako członek klubu-organizatora
pasowałoby świecić przykładem i zarzucić pełne skóry (oczywiście
kamizelkę z logo Towarzystwa na wierzch), zwłaszcza na taką
imprezę.
Dylemat p.t. "Czy mieć chłodno i wyglądać "mało motocyklowo",
czy gotować się propagując image odpowiedzialnego motocyklisty,
który nawet przy 30 st. C jadąc po bułki do sklepu za rogiem
wbija się w skórzany kombinezon" zostawiłem na później. Wszak
musiałem stawić się na "placu boju" kilka godzin wcześniej,
ubrany w ciuchy robocze, by wraz z innymi Orzełkami ogrodzić
teren taśmą i ogrodzeniem, które przywiozłem "na pace" mego
furgonu, oraz wygonić z terenu imprezy zaparkowane tam
samochody.
Po chwili mieliśmy ogrodzony, oznakowany i "odpuszkowany" plac
(z małym wyjątkiem - właściciel jednego samochodu nie przyznał
się do niego i ów katamaran stał na parkingu podczas trwania
imprezy, pomiędzy motocyklami).
Po krótkiej naradzie z innymi Orłami co do ubioru, zdecydowałem
się na założenie pełnych skór (i kamizelki z logo towarzystwa na
wierzch), po czym rozjechaliśmy się celem przebrania i
przyjechania z powrotem już na naszych ukochanych maszynach.
Na placu przed Kościołem miałem, wraz z Karolem pełnić funkcję
"parkingowego" i ustawiać motocykle przyjezdnych we względnym
porządku, jednak "ugadana" do pomocy przez Ks. Marka młodzież z
KSM-u doskonale poradziła sobie bez nas, więc mieliśmy luzy. Ba!
Nawet my byliśmy przez nich "ustawiani", przez co na własnej
skórze przekonaliśmy się, jak sprawnie przebiegał ten proceder.
Brawo!
Przybycie
i msza święta
Przed godz. 14:00 na placu zaroiło się od wszelkiej maści
maszyn, po czym wszyscy (mam nadzieję) udali się na Mszę Św.
Podczas Nabożeństwa miałem okazję usłyszeć jedno z lepszych
kazań w swoim życiu. Zadowoleniem napawała mnie również
frekwencja w Kościele, która dawała cień nadziei na to, iż jest
jeszcze dużo ludzi, którzy potrafią sie oprzeć wszechobecnej
propagandzie i "modzie" na świeckość.
Parada
motocyklowa
Po mszy przyszedł czas na paradę ulicami Stoczka i okolic,
podczas której wraz z Karolem wyrwaliśmy ostro do przodu, aby
być na parkingu obok skwerka przed wszystkimi, gdzie mieliśmy po
raz drugi pełnić funkcję "kierujących ruchem" :) Po przyjeździe
okazało się, że parking jak i przyległa do niego ulica zostały
opanowane przez stunterów, którzy urządzili sobie trening przed
pokazem - jedną z atrakcji.
Stunterzy nie byli zbytnio zadowoleni, że podczas pokazu cały
parking będzie zastawiony motocyklami a im zostanie tylko
uliczka. Dali jednak wytyczne jak ustawić motory, by mieli
trochę miejsca na zawracanie, toteż tymi wytycznymi razem z
Karolem staraliśmy się kierować podczas "kierowania ruchem".
Kiedy na miejsce zjechały wszystkie motocykle z parady, dotarło
do mnie, że fucha "parkingowego", do której notabene sam się
zgłosiłem, to druga (po "dyspozytorze bigosu") najgorsza z robót
tego dnia. Kiedy jedzie na ciebie ok. 200 motocykli ciężko jest
sprawić, aby każdy Cię zauważył i zaparkował akurat tam, gdzie
ty tego chcesz. Na szczęście z pomocą znowu przyszedł KSM i
wszystko wyszło jakoś tak w miarę :)
No właśnie, a'propos 200 motocykli - frekwencja przerosła nasze
najśmielsze oczekiwania! Tak więc na parkingu mogliśmy podziwiać
całą masę chromowanej armatury, plastikowych szlifierek, golasów
i wszelkich innych wynalazków z caferacerami i wymyślnymi
trajkami włącznie.
"Były maszyny włoskie, amerykańskie , (Indian z 43r, Harleye i
ich dumni właściciele), polskie (m.in.
piękna SHL, Junak z koszem) i cała gama japońskich sprzętów."
Impreza na
Placu Tadeusza Kościuszki
Kiedy już wszyscy ładnie zaparkowali cała klubowa brać stanęła w
dwuszeregu do odśpiewania hymnu Stoczka i naszego Towarzystwa.
Wyszło to raczej mizernie, przynajmniej ja słyszałem tylko
siebie i Poldka (który śpiewał przez mikrofon). Następnie
mieliśmy okazję wysłuchać przemówień Prezesa STM "Orzeł" -
Poldka, oraz Pana Burmistrza Miasta Stoczka - Pana Bogdana
Szczepanika, który zaszczycił nas swoją obecnością na imprezie.Na zakończenie pobłogosławił nas nasz klubowy Kapelan Ks. Marek
i rozpoczęła się część rozrywkowa.
Pierwszą atrakcją był pokaz stuntu. Trzech motocyklowych
kaskaderów prezentowało swoje tricki, i choć wyraźnie widać
było, że przydałoby im się więcej miejsca, pokaz był wyśmienity.
Zgromadził zresztą niemałą widownię.
Następnie mogliśmy podziwiać zmagania motocyklistów w pięciu
konkurencjach:
- Jazda wolna - gdzie wygrał Pan na pięknej SHL
- Rzut oponą na pachoł
- Jazda z jajkiem na łyżce w zębach - gdzie po raz pierwszy w
życiu startowałem ja dając popis ofiarnego podparcia nogą i
oparcia przedniego koła o krawężnik na ósemce, co mnie
zdyskwalifikowało. ALE JAJKO DOWIOZŁEM W CAŁOŚCI!!!!!
- Trzymanie wału korbowego w górze na czas.
- Przeciąganie liny - Orły vs. Reszta Świata - ta konkurencja
była najbardziej emocjonująca i przyciągnęła ogromną publikę.
Wielkie uznanie dla Poldka, który świetnie się sprawdził w roli
komentatora i kibica zagrzewającego do walki. Po ciężkim
pojedynku zwyciężyły Orły, za co dostali nagrodę - skrzynkę
piwa.
Po tych, trwających kilka godzin wydarzeniach, zakończyła się
część oficjalna i wszyscy udaliśmy się na kolację i imprezę przy
muzyce w Ośrodku rekreacyjno – Sportowym "Izydory". Co tam się
działo nie będę opisywał... myślę, że wystarczy powiedzieć, że
zabawa była przednia :) No i przygrywał nam na żywo zespół "Summer",
którego członkiem jest Orzełek Krzysztof :)
W moim (i nie tylko) odczuciu impreza była przednia, zarówno pod
względem atrakcji (a mamy do czego porównywać, wszak tydzień
wcześniej gościliśmy w Siedlcach) jak i organizacji - "zgrzyty"
organizacyjne były znikomem.in.
na moment zabrakło talerzy do
bigosu i śmietniczek by je wyrzucać, mały chaos na parkingu
;););)
Z tego miejsca chciałbym podziękować Kierownictwu Towarzystwa za
docenienie moich zapędów pisarskich i zlecenie napisania mi tej
relacji. Dziękuję też wszystkim Orłom, z którymi przygotowywałem
i bawiłem się na tej imprezie. Było dla mnie wielką
przyjemnością i zaszczytem uczestniczyć z Wami w tym wydarzeniu.
Myślę, że najlepszym potwierdzeniem tego, że możemy sobie
wzajemnie pogratulować, są słowa człowieka, który przyszedł z
rodziną na skwerek obejrzeć atrakcje, i które przez przypadek
usłyszałem.
Słowa te poprzedzone były przepełnionym zachwytem pokiwaniem
głową. Brzmiały one mniej więcej (pomijając wyrazy, których nie
wypada tu pisać): "Echhh.... szkoda, że nie mam motoru...
Kamil
Podziękowanie
W imieniu
Stoczkowskiego Towarzystwa Motocyklowego "Orzeł" pragniemy
bardzo serdecznie podziękować władzom Miasta i Gminy
Stoczek Łukowski wszystkim sponsorom naszej imprezy,
KSM-owi, strunterom, a przede wszystkim
motocyklistom którzy tak licznie przyjechali do Stoczka
Łukowskiego w tę piękną sobotę.
Zarząd STM
"Orzeł"
Strona istnieje od
20.10.2011r
Ostatnia aktualizacja: